Wy beze mnie byłybyście wszystkim. Ja bez Was byłbym niczym.

Przestrzeń nad poziomem morza jest dla mnie apoteozą życia, nadającą mu odpowiednie wymiary i proporcje. Granice parku stają się granicami innego wymiaru. Zmienia się czasoprzestrzeń. Rozpoczynam trawers w kierunku zwiększenia poziomu samopoznania. Całe nizinne życie spada na dalszy plan, przestając mieć jakiekolwiek znaczenie. Odnajduję pochodną siebie na górskich szczytach.

Zatrzymuję się, bynajmniej nie na czerwonym świetle. Myśli i emocje są tymi przelatującymi obok obłokami, tańczącymi na wietrze. Odnajduję świadka świadomości. Cały świat znika. Dusza zmienia stan skupienia. Wolność? Taka sama jak wszędzie indziej, tyle że tutaj bliżej nieba. Fizycznego i mentalnego zarazem.

Poziom percepcji osiąga nieznane dotąd rozmiary. Strach powoduje, że wyostrzone zmysły pracują na najwyższych obrotach. Przelatujące myśli piszą najpiękniejsze listy miłosne adresowane w zależności od potrzeb do stoku, grani, wiatru czy śniegu. Skało najdroższa! Zachowuję pewność w każdym kroku, czułość w każdym dotyku i choć zmierzają one w kierunku nieznanego, to jednocześnie wzniecają zaufanie, pozwalają uwierzyć i wreszcie kreują naszą relację. Tworzy się energia ulokowana w najgłębszych zakamarkach duszy, której słowa zupełnie nie są w stanie opisać.

Poszukuję siebie. Dostrzegam swoje odbicie niczym w zakrzywionym zwierciadle. Które Ja jest tym prawdziwym? Bo jeśli ja jestem pytaniem, Wy jesteście na nie odpowiedzią. Stajecie się jedyną metodą na scałkowanie samego siebie. Podróż w głąb siebie sięga kresu. Balansuję na granicy samoświadomości, tocząc wewnętrzne walki z sobą o siebie. Wasze otoczenie – swoiste centrum świata – mi świadkiem.

Góry to partia szachów życia, która rozgrywa się tam jak na dłoni. Każda ich figura ma swój czas i potrafi odegrać niezastąpioną rolę. Z całym swoim lokalnym kolorytem w postaci ekspresów, kości, lin, wiatrów czy lawin tworzą swój własny mikrokosmos. Świat, którego nie trzeba doglądać przez teleskop, bo jest na wyciągnięcie dłoni.

Za każdym razem uczę się Was na nowo niczym najpokorniejszy uczeń. Jestem świadom, że to Wy ustalacie zasady i wyznaczacie granicę tej skrajnie prostej, pozbawionej jakichkolwiek półtonów i półśrodków relacji.

Tymczasem wracam na niziny. Szczęśliwy i… Wyzwolony.

Kategorie: Tatry

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *